<< Wróć do strony głównej

Created with WebWave CMS

Słodko-Gorzka Historia Pewnego Radia

&

 

Radio Plus

&

 

Katolicka Rozgłośnia Archidiecezji Gdańskiej

 

22 lutego 2018

<< Wróć do strony głównej

Jacek Rusiecki

 

Działało już wtedy Stowarzyszenie Rozgłośni Katolickich VOX. Powstało ono dlatego, że tych rozgłośni katolickich było już bardzo dużo. I ten pomysł, w tym gronie, zaczął się pomału przebijać. Ja dosyć szybko zacząłem myśleć o zbudowaniu czegoś większego przy naszym radiu, ponieważ mieliśmy ogromny potencjał, który przez kilka lat tworzyliśmy. Mieliśmy ludzi, którzy nauczyli się fachu, byli świetnymi dziennikarzami radiowymi, świetnymi prezenterami, mieliśmy fantastyczny serwis informacyjny, ze świetnymi głosami, bardzo dobrze ustawionymi.  To była naprawdę pierwsza liga i nie jest dziełem przypadku, że wiele z tych osób znajduje się dziś w mediach ogólnokrajowych. Dlatego bardzo szybko zaczęło mi chodzić po głowie, żeby zbudować sieć ogólnopolską.

 

Na początku myślałem o tym, aby budować sieć lokalnie, tzn. tworzyć oddziały Radia Plus, np. w Elblągu i Słupsku, bo to były dwa naturalne ośrodki, tuż obok nas. Gdy Radio Bis w Elblągu popadło w tarapaty, to zaproponowaliśmy ówczesnemu biskupowi, że możemy je przejąć i zagospodarować. Postawiliśmy jednak warunki i one niestety, nie zostały przyjęte. W Słupsku z kolei myśleliśmy o tym, żeby postawić własny nadajnik, ale też ostatecznie nic z tego nie wyszło. To były pierwsze takie praktyczne przejawy myślenia o sieci, budowanej w oparciu o nasze doświadczenia. Pewnego razu, kiedy już osiągnęliśmy sukces, to przyszła do mnie grupa biznesmenów z propozycją zbudowania i kierowania radiem komercyjnym, którego miałem być udziałowcem. Pewnie z dzisiejszej perspektywy okazałem się kompletnym frajerem, bo może trzeba było to zrobić, ale wtedy odpowiedziałem im: „Panowie, nająłem się do tej pracy i nie mam podstaw, żeby robić coś innego. Instytucja, dla której pracuję jest lojalna wobec mnie, w związku z tym ja też chcę być lojalny wobec niej”.

 

Adam Hlebowicz

 

Istotną rolę ogrywał w tym czynnik kościelny. Zresztą myślę, że arcybiskup Gocłowski też Jacka do tego namawiał. Rozgłośnie katolickie miały wtedy około 30 częstotliwości w różnych miastach. Jedną z nich posiadało Radio AS w Szczecinie, które miało podobny model do Plusa, było takim naszym szczecińskim odpowiednikiem, choć na mniejszą skalę i z mniejszym sukcesem. Jednak reszta, to były niewielkie radia z księdzem dyrektorem, kilkuosobowym zespołem, coś tam transmitowali z Radia Maryja, coś nadawali sami. Jacek Rusiecki miał poparcie arcybiskupa i miał za sobą Wieśka Walendziaka, który miał pomóc w utworzeniu sieci. Byliśmy przekonani, że gdy w końcu powstanie sieć, to jej szefem zostanie Jacek, w końcu był szefem największego radia, pomysłodawcą, współtwórcą nazwy Radio PLUS.

 

Krzysztof Niedałtowski

 

Uważaliśmy, że byłoby dobrze, gdyby powstała sieć rozgłośni w takim formacie jak Radio PLUS, ale obejmująca całą Polskę. Bo ten format rzeczywiście się sprawdzał. Oczywiście powinny być mutacje, np. w Tarnowie, czy Przemyślu, gdzie jest trochę inna publiczność, ale generalnie pozwoliłby to wzmocnić przekaz, a po drugie oszczędzić pieniądze. Bo po co robić w każdej diecezji osobny newsroom, zatrudniać dziennikarzy newsowych i czytających newsy na antenie,  jeśli można z jednej rozgłośni produkować program na całą Polskę. Tak byłoby skuteczniej i o wiele taniej. A ponadto w pasmach diecezjalnych mogłyby się pojawiać specyficzne i regionalne treści, czy też programy odpowiadające na lokalne zapotrzebowanie słuchaczy.

 

Jacek Rusiecki

 

Gdy spotykaliśmy się na forum Stowarzyszenia VOX, to rzeczą charakterystyczną było to, że jedynymi świeckimi dyrektorami rozgłośni radiowych był Staszek Obertaniec z Legnicy i ja. To pokazuje mniej więcej jaki jest udział świeckich w kościele i jak wygląda odpowiedzialność za kościół świecki. Wśród księży byli też oczywiście świetni fachowcy, była taka grupa, która absolutnie fantastycznie sobie radziła, natomiast wielu księży dyrektorów powinno raczej zająć się ewangelizacją, a prowadzenie radia powierzyć ludziom, którzy zrobią to lepiej. W pewnym momencie prace nad naszym projektem zostały podjęte przez episkopat. Włączyła się też grupa nowych ludzi, między innymi Wiesiek Walendziak, który miał dosyć silną pozycję i kościół mu ufał. Dzięki temu udało się nam posunąć ten projekt do przodu. W szerszym zespole, tzn. Wiesiek Walendziak, Marek ZdrojewskiJacek i Tomek Tarnowscy i ja zrobiliśmy opis całego przedsięwzięcia i opracowaliśmy raport dla kościoła. Wcześniej zjeździliśmy wszystkie lokalne stacje radiowe, które mogły w tym uczestniczyć, rozmawialiśmy z ludźmi i przekonywaliśmy ich do tego projektu. W końcu zostaliśmy zaproszeni na posiedzenie episkopatu Polski w Gnieźnie. Było nas tam pięciu, może sześciu, w tym Wiesiek w roli głównej. Referowaliśmy wnioski z tego naszego trwającego parę miesięcy objazdu i przedstawiliśmy plan.

 

Jacek Tarnowski

 

Jeździliśmy moim samochodem wspólnie z Wieśkiem Walendziakiem i  Jackiem Rusieckim, czasami wspomagały nas różne osoby lokalne. Zaczęliśmy chyba w 1995 roku. Odwiedziliśmy bardzo wielu biskupów opowiadając im o naszej rozgłośni, wizji, programie. Osobą kluczową był wtedy Wiesław Walendziak. Pamiętam spotkania z kardynałem Józefem Glempem w Warszawie, bo bez niego w zasadzie nic by się nie mogło wydarzyć.

 

Jacek Rusiecki

 

Projekt został przyjęty. Gdy zaczęły się jednak dalsze rozmowy na ten temat, to pojawił się strasznie silny opór. Stowarzyszenie VOX było podzielone na część, która była temu przeciwna, część naszych absolutnych sojuszników, którzy twierdzili, że tylko dzięki temu, że będzie to w Gdańsku, to się uda. I była też część, taka neutralna. Dzisiaj z perspektywy czasu muszę przyznać, że popełniłem wtedy olbrzymi błąd, bo chyba za bardzo naciskałem na to, żeby to było w Gdańsku. Za bardzo się w to angażowałem, dochodziło do spięć, czasem dosyć ostrych, wymiany zdań. Część z tych dyrektorów była już negatywnie do mnie nastawiona, być może również dlatego, że odnieśliśmy sukces, trudno powiedzieć. 

 

Staszek Obertaniec z Radia EL w Legnicy, ks. Kazek Sowa i Marek Hajdyła z Krakowa, oni byli naszymi stronnikami i gorącymi zwolennikami centrali w Gdańsku. Głównym naszym oponentem był ksiądz Ireneusz Sokalski z Radia As w Szczecinie i jego prawa ręka Witek Jabłoński. Radio As odniosło podobnie duży sukces jak Radio Plus i to było takie trochę starcie tych dwóch rozgłośni. Oni nie chcieli ustąpić i mieli tę ambicję: dlaczego w Gdańsku, a nie w Szczecinie, dlaczego ma się nazywać Plus, a nie AS w całej Polsce? Tutaj nastąpiło to zderzenie. Dzisiaj jesteśmy wielkimi przyjaciółmi z Witkiem i z księdzem Ireneuszem. Te nasze późniejsze losy pokazały, jak wiele rzeczy pali się na panewce tylko dlatego, że ludzie nie potrafią się dogadać, nie potrafią się porozumieć i niepotrzebnie się zacietrzewiają. I tak w pewnym momencie już nie było innego wyjścia i wtedy pojawiła się idea kompromisowa: Warszawa.

 

Jacek Tarnowski

 

Wtedy wiedziałem już, że jesteśmy coraz dalej od tej naszej idei. Wiedziałem, że zbudowanie czegoś w Trójmieście będzie bardzo trudne. Jako młody człowiek, wtedy miałem 31-lat, zobaczyłem jaki jest Kościół. Jeżdżąc od diecezji do diecezji widzieliśmy zupełnie różnych ludzi, całkowicie różnych biskupów. Te różne spojrzenia na tę samą sprawę uzmysłowiły nam, że utworzenie sieci będzie dużym problemem. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski, człowiek niewątpliwie bardzo postępowy, miał wśród hierarchów zwolenników, ale część biskupów była zupełnie inna. Szybko zrozumieliśmy, że zbudowanie centrali ogólnopolskiego radia opartego o lokalne rozgłośnie katolickie w Gdańsku to nie była kwestia techniczna, czy kwestia finansów. Tłumaczyliśmy hierarchom, że w Gdańsku są niższe koszty, wynagrodzenia, że mamy fenomenalnie sprawdzonych, doskonałych ludzi, zespół, którym jesteśmy w stanie uruchomić rozgłośnie ogólnopolską praktycznie od zaraz, łącznie z korespondentami zagranicznymi, muzyką. Dowodem był nasz niezaprzeczalny sukces i pozycja lidera wśród rozgłośni na rynku trójmiejskim.

 

Adam Hlebowicz

 

O tym zdecydował kardynał Józef Glemp. W Gdańsku mieliśmy już gotowe plany, przychodzili inżynierowie, oglądali budynek. Myśleliśmy sobie, że RMF będzie na południu, Radio Zet w Warszawie, a na północy w Gdańsku – Radio PLUS. Zrobimy większy newsroom, zatrudniamy ludzi, korespondentów, itd., będzie to na pewno tańsze rozwiązanie niż tworzenie centralnego newsroom-u w stolicy. Kardynał Glemp ostatecznie zgodził się na nazwę Radio PLUS, ale chciał, aby siedzibą tego porozumienia była Warszawa. Postawił taki warunek. Innymi słowy, że episkopat i on da temu przyzwolenie, pod warunkiem, że będzie to w Warszawie. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski był tym bardzo niepocieszony. I z dzisiejszego punktu widzenia widać, że była to zła decyzja...

 

Tomasz Arabski

 

Moim zdaniem, zdecydowała proza życia. Podejrzewam, że Ci, którzy gwarantowali kapitałowy rozwój tej sieci, przynajmniej krótkoterminowo, mieszkali w Warszawie. Z tego co wiem, opierali oni swoje projekcje dotyczące tej inwestycji częściowo na tzw. polityczno-ekonomicznym lewarowaniu ich pozycji w ramach Akcji Wyborczej Solidarność. I chyba ta pragmatyka przeważyła, że Radio PLUS, które było radiem sukcesu i mogło nie tylko tę sieć pociągnąć w górę, ale też uniknąć wielu kosztów, powstało nie w Gdańsku, lecz w Warszawie. 

 

Wiele lat potem rozmawiałem o tym z biskupami. Ze względu na specyfikę składu właścicielskiego tej sieci, w rozmowach  dotyczących jej budowania, nie miał znaczenia potencjał programowo-intelektualny, lub może miał drugo- lub trzeciorzędne znacznie. Największe znaczenie miał fakt, że radio osiągnęło sukces i miało swoją markę. Po stronie kosztów ten sukces mógł być osiągnięty w dowolny sposób. My zrobiliśmy to na bogato, dużo inwestując w radio, ale z punktu widzenia negocjacji z innymi właścicielami stacji radiowych, przede wszystkim liczył się komercyjny sukces i to, że radio utrzymuje się samo, a ma dobrze przemyślany misyjny charakter.

 

Bo pozostałe lokalne, diecezjalne stacje katolickie, nie licząc może dwóch, były w różnej skali, ale jednak obciążeniem finansowym dla swoich diecezji. Trudno im było utrzymać się z lokalnego rynku reklamy, tym bardziej z ambitną ofertą programową. To nie była kwestia rozbudowanego programowo radia, bo przecież większość biskupów tego programu nigdy nie słyszała. Tylko fakt, że jesteśmy pozycjonowani jako katolickie radio, które osiągnęło sukces i nie jest obciążeniem dla kościoła, był czymś, co było atrakcyjne dla naszych partnerów.

 

Jacek Rusiecki

 

Miałem wtedy jeszcze nadzieję, że uda się przynajmniej zbudować podobną wartość, jaką udało się zbudować w Gdańsku. Niestety, było to niezwykle trudne, w dodatku budowane w taki sposób, że okazało się niemożliwe. Do projektu został włączony Waldemar Gasper. Odegrał on dość dużą  rolę w tym, że radio zostało utworzone w Warszawie. Wiedziałem od początku, że nawet Radio AS i myślę, że ksiądz Ireneusz oraz Witek też by to dzisiaj potwierdzili, że nikt nie był do tego tak przygotowany jak my. Radio kosztowałoby jedną trzecią tego co kosztowało w Warszawie. Moglibyśmy funkcjonować w tym samym budynku, mieliśmy ludzi, którzy stanęliby na wysokości zadania, a w Warszawie zespół złożony z 10 osób śmiało poradziłby sobie z obsługą wszystkich ogólnokrajowych wydarzeń, politycznych i społecznych, które mają miejsce w Warszawie. Gdyby centrala sieci została w Gdańsku, byłoby to absolutnie na plus. Niestety, stało się inaczej i to zabiło to radio ostatecznie.

 

Adam Hlebowicz

 

Szefem sieci został Waldemar Gasper. Znałem Waldka, bo razem studiowaliśmy na KUL, on polonistykę, ja historię. Lubiliśmy się, ale nie wyobrażałem go sobie w takiej roli. Nie mogłem tego zrozumieć, że mieli takiego doświadczonego fachowca w postaci Jacka Rusieckiego, a wzięli osobę, która dotąd w ogóle nie pracowała w radiu.

 

Jacek Tarnowski

 

Niektórzy biskupi nas wspierali. To były osoby, z którymi mieliśmy pełne zrozumienie, ale były też inne, mające wizję innego radia, bardziej konfesyjnego. Tu był problem. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że przez większość biskupów byłoby to odbierane jako radio arcybiskupa Gocłowskiego. To z kolei mogłoby się nie podobać wielu innym biskupom. Podjęto decyzję, że rozgłośnia powstanie na bazie ówczesnego, warszawskiego Radia Józef. Wizja radia, którą przedstawialiśmy, zaczęła więc podlegać zmianom. Mieliśmy nadzieję, że jako zespół zostaniemy zaproszeni i wykorzystani, np. w marketingu, kwestiach programowych, finansowych, do różnych rozwiązań, które u nas funkcjonowały z dużym sukcesem, a tam ktoś je miał dopiero tworzyć. To jednak nie nastąpiło.

 

Mogę tylko powiedzieć, że było to dla mnie i wielu osób pracujących przez wiele lat na sukces radia w Gdańsku gigantyczne rozczarowanie. Nie zapomnę takiego spotkania, gdy jeden z twórców tej warszawskiej sieci przyjechał do Sopotu. Spotkaliśmy się w jakimś miejscu, to była dość spora nasiadówka i on poklepywał nas po ramionach, mówiąc –„Panowie, wykonaliście doskonałą robotę, doskonałą robotę  tutaj w Gdańsku, ale teraz, bardzo przepraszam, teraz jest czas na profesjonalistów”.  No i „profesjonaliści” przejęli to radio, rozgłośnia zaczęła działać - tak jak zaczęła. Dalej nie brałem w tym udziału i wielu sytuacji nie znam, natomiast mogę powiedzieć, że dla osób w Gdańsku, które tworzyły tę rozgłośnię, to była sytuacja niezwykle frustrująca.

 

W gdańskim Radiu Plus byłem jeszcze do 2000 roku, to jest do czasu, gdy dyrektorem radia został ksiądz Andrzej Paździutko. Tworzyliśmy nadal rozgłośnie lokalną, na bazie sieci ogólnopolskiej, ale pojawiło się wiele zmian i to już było inne radio, niż te, które wspólnie z Jackiem i wieloma osobami tworzyliśmy na początku lat 90-tych. Byłem też w tak zwanej Radzie Programowej tej sieci. Spotykaliśmy się raz na jakiś czas. To była taka rada, w której ludzie z lokalnych ośrodków mieli wyrażać swoje zdanie i opinie, natomiast tak naprawdę nie mieliśmy tam nic do powiedzenia.

 

Jacek Rusiecki

 

Cechą kościoła na świecie, choć być może jest to cecha tylko kościoła polskiego, jest dominujący w nim duch feudalny. Z punktu widzenia kościoła oczywiście ma to sens, jednak w budowaniu takich instytucji jak radio, to się kompletnie nie sprawdza. Zasada, że biskup jest panem i władcą swojej diecezji i nikt mu nie może niczego nakazać, sprawdza się w kościele, ale radio musi inaczej funkcjonować. 

 

Są dwa problemy, które należało inaczej rozwiązać i zwiększyłoby to szanse radia. Mianowicie: olbrzymie koszty, rozdmuchane do nieprzytomności, które niestety spowodował Waldemar Gasper i druga rzecz: to przyciąganie mnóstwa ciekawych, fajnych i ideowych ludzi, którzy niestety nie nadawali się do pracy w radiu. W oparciu o nich robione były różnego rodzaju audycje, które nie miały sensu. I wreszcie rzecz podstawowa: sieć miałaby rację bytu tylko pod jednym warunkiem, a mianowicie, że zarząd tworzonego radia uzyskałby zgodę biskupów na całkowitą swobodę w kształtowaniu lokalnych stacji radiowych, czyli możliwość powoływania i odwoływania dyrektora, zmiany pracowników, zmiany formatów, wpływu na program, itd., itd.…,

 

Bowiem problem polegał na tym, że głównymi hamulcowymi tego przedsięwzięcia byli lokalni dyrektorzy. Nie biskupi, lecz dyrektorzy, a najczęściej księża dyrektorzy. Ksiądz dyrektor miał swoje własne ambicje, własne cele, często nie sięgające dalej niż czubek jego własnego nosa, brał  rodzynki z centrali radia, nie dając w zamian nic. Choć podpisał umowę i zobowiązanie do formatowania radia według pewnego schematu, jednak nigdy nie zostało to wdrożone więcej niż w 30 procentach.

 

Piotr Semka

 

Nie było takiej szansy, by sieć Radia Plus powstała w Gdańsku, bo zdolność biskupów do kooperacji okazała się znikoma. Sieć powstała w Warszawie i biskupi mieli to szczęście, że mieli tu w jednym miejscu silne grono inteligencji katolickiej. To był efekt, czy to upadku Życia z Kropką, czy też wyłonienia się środowiska Frondy, bądź też takich naturszczyków jak Tomasz Terlikowski. I to był skarb, na który trzeba było dmuchać i chuchać. Jednak praktyka była taka, że każdy biskup chciał mieć swojego dyrektora, który był biedny, mierny, ale wierny. I bardziej go interesowało, aby z okazji urodzin jego radio wypuściło nudne przemówienie, czy też kazanie arcybiskupa na trzy godziny. W dodatku w tych stacjach byli albo świeccy, którzy byli absolutnie na klęczkach przed miejscowym biskupem, albo księża, którzy traktowali to jako szczebel kariery, aby potem zasłużyć na paszport i na wyjazd do Rzymu.

 

Krzysztof Niedałtowski

 

To było trochę tak, jak z próbą zainstalowania na polskim rynku mutacji włoskiego tygodnika Familia Christiana. To upadło ponieważ, biskupi stwierdzili wtedy gremialnie, że jest tam za mało treści katolickich. Że za dużo jest poradników o gotowaniu, szyciu, szydełkowaniu dla pań, zbyt wiele tematów neutralnych wyznaniowo, o turystyce, poznawaniu świata, itp. Zdaniem biskupów nie nadawało się to na polski rynek, bo polski katolik potrzebuje religijności w o wiele większym nasyceniu. I to był chyba błąd, bo potem okazało się, jak bardzo niszowe są gazety katolickie i jak to właśnie trzeba kupić drugą gazetę, żeby się dowiedzieć co dzieje się w kraju i na świecie. W tym duchu radio też traciło poparcie organizacyjne ze strony kościoła.

 

Potem już tego nawet nie śledziłem, bo wyjechałem na stypendium naukowe do Brukseli  i rozstałem się z radiem. Ksiądz arcybiskup podziękował mi za pracę jako asystentowi kościelnemu i już tylko z zewnątrz obserwowałem powstającą sieć rozgłośni diecezjalnych Radia PLUS.  Jemu jednak zależało na tym, żeby sieć powstała w Gdańsku. To nie była sprawa ambicji, raczej potencjału, który tu był. Radio rodziło się tutaj, byli ludzie, którzy je tworzyli, mieli wiedzę i umiejętności, mogli to wdrażać w innych regionach Polski. Ale ja już wybierałem się wtedy na studia w Brukseli i świadomie nie włączałem się w te rozmowy i dyskusje, tylko śledziłem to z zewnątrz …

 

Piotr Semka

 

Był jeszcze jeden nieboszczyk umarł przy boku Radia PLUS. Był to projekt ogólnopolskiego dziennika katolickiego na bazie PAX-owskiego Słowa Powszechnego. Projekt ten był w fazie zalążkowej między rokiem 1990 a 1994 i zderzył się dokładnie z tymi samymi problemami jak Radio PLUS. Tyle, że miał dużo mniej dynamiczną ekipę i nie potrafił on zrobić nic więcej. Bo po Radiu PLUS to zostało chociaż parę dobrych audycji. Radio PLUS od początku było niechcianym dzieckiem czegoś, co wówczas lekceważyłem, a dzisiaj z perspektywy czasu widzę, że całkowicie niesłusznie, a mianowicie partykularyzmów poszczególnych diecezji. Ten partykularyzm zdołał przezwyciężyć jedynie Gość Niedzielny i Radio Maryja. Każdy z innego powodu.

 

Gość Niedzielny z racji niesłychanej pracowitości i niesłychanego uporu, ale też cudu w postaci znalezienia się kapłana - księdza Marka Gancarczyka - który dobrze potrafił dostosować się do partnerskich relacji między świeckimi a kościołem, a w wypadku Radia Maryja zadecydowała z kolei charyzma założyciela Tadeusza Rydzyka, która nie brała pod uwagę partnerstwa, ale za to była tak silna, że porwała bardzo dużą liczbę świeckich. A formuła zakonna radia potrafiła ominąć partykularyzmy diecezjalne.

 

Cała historia Radia PLUS jest dla mnie historią złudzeń początku lat dziewięćdziesiątych dotyczących kształtu szeroko rozumianego, czy to obozu konserwatywnego w sensie politycznym, czy to warstwy ideowej młodego środowiska katolików zaangażowanych. Puentą tej historii jest gorzka prawda o absolutnej niezdolności  episkopatu do partnerskiej współpracy ze świeckimi w kościele.

 

Jacek Rusiecki

 

Tadeusz Gocłowski na końcu nas bardzo docenił. Myślę, że obserwując zmiany obyczajowe, które dokonywały się w Polsce, w pewnym momencie docenił on misyjność naszego radia. Radia, które docierało do szerokiego odbiorcy. Mieliśmy mnóstwo różnego rodzaju spotkań, podczas których prowadziliśmy bardzo otwarte rozmowy, ale nigdy arcybiskup nie posunął się do tego, żeby mi coś nakazać. To była jego wielkość, absolutnie.

 

Tomasz Arabski

 

Byłem jednym z tych, którzy przez jakiś czas często nagrywali wypowiedzi księdza arcybiskupa do programów Głośne myślenie, czy Myśli z Plusem. Nie wiem, może to jest kwestia tego, że był on dla mnie zawsze bardzo ważny. Dużo rozmawialiśmy prywatnie, o różnych rzeczach, o polityce, mediach, kościele, roli świeckich w kościele. W 1992 roku byłem tak zwanym klasycznym wierzącym, radio było dla mnie też szansą na osobiste nawrócenie, to znaczy nawracanie się, pogłębianie wiary. W radiu byli też inni kapłani, mądrzy ludzie, czy to ksiądz Krzysztof Niedałtowski, Jerzy Kownacki, czy Witek Bock. Wymieniłem wszystkich trzech, którzy udzielali mi i mojej żonie sakramentu ślubu, też w mojej parafii katedralnej.

 

Parafia katedralna jest moją rodzinną parafią. W latach osiemdziesiątych byłem jednym z członków grupy teatralnej, która występowała w sali widowiskowej kurii, która teraz nosi chyba nazwę: Aula im. Jana Pawła II. To była duża sala, na czterysta osób i tam w połowie lat osiemdziesiątych były organizowane amatorskie wydarzenia teatralne. Na premierach obecny był oczywiście, wtedy jeszcze ksiądz biskup Tadeusz Gocłowski. Wówczas miałem okazję go poznać. Czasem potrafiliśmy rozmawiać naprawdę długo, godzinę lub półtorej.  Rozmawialiśmy też o tym jak się Polska rozwija, o Hiszpanii. Chyba mi ufał, tak mi się wydaje. Ktoś kiedyś powiedział, że traktuje mnie jako przyjaciela, mi nie wypada tak mówić.

 

Piotr Semka

 

Tadeusz Gocłowski z pewnością był jednym z najnowocześniejszych polityków medialnych w kościele. I gdyby był zakonnikiem i miał taki zmysł biznesowy jak ojciec Tadeusz Rydzyk, to stworzyłby silne ogólnopolskie radio. Ale była jedna słabość, która powodowała, że nie mógł. Nie chciał przyjąć do wiadomości tego podziału pomiędzy obozem okrągłostołowym i obozem zmian, obozem III i IV RP. Przez całe swoje życie, przez te dobre dwadzieścia lat, jak gdyby odwracał wzrok od tego. Ale to nie było możliwe. Nie dało się. Co więcej, tak naprawdę los okazał się dla niego dosyć okrutny, ponieważ środowisko Platformy zupełnie odeszło od chrześcijaństwa. A z kolei drugie środowisko musiało pójść w radykalizm polityczny, a ten radykalizm polityczny musiał zderzyć się czy to z symbolem Lecha Wałęsy, czy to z symbolem dużej części gdańskiej elity intelektualnej.

 

A jeżeli spojrzeć na to z perspektywy czasu, to można jeszcze powiedzieć, że z tego wszystkiego wyszły też rzeczy bardzo smutne: agnostyk ksiądz Witold Bock, który porzucił kapłaństwo, ks. Kazek Sowa, bohater wielu awantur.  Pamiętam to absolutne niezrozumienie ze strony arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego tego, że rozchodzą się drogi ludzi, którzy akceptują III RP i tych, którzy rozpoczęli pewien proces myślowy, który doprowadził potem do idei IV RP. On tego nie mógł zrozumieć i chciał jakby skleić te dwa światy, których nie dało się skleić. W pewnym sensie, na chwilę spotkały się one w epoce AWS-u, ale dzisiaj widać, że cenę za to zapłaciła tylko jedna ze stron. Arcybiskup Gocłowski przez cały czas był kimś takim, kto bolał nad tym rozejściem. Zresztą tak samo, taką osobą szarpiącą się pomiędzy tymi dwoma światami był Arkadiusz Rybicki, czy Wiesław Walendziak.

 

Tomasz Arabski

 

Nie wstydził się tego komercyjnego formatu radia. Nie było w tym hipokryzji, obłudy, bo to było uczciwe radio. Tadeusz Gocłowski był jego ojcem założycielem, który zaufał temu środowisku i któremu powinniśmy być wdzięczni. Ksiądz arcybiskup był wychowawcą, przy czym nie miał on profesorskiego podejścia, tylko takie sokratejskie. Każde spotkanie z nim, każdy moment rozmowy, to było swoiste wyzwanie, bo on wymagał od ciebie myślenia, a robił to w stylu, który był  niezwykle otwarty i przyjazny. Robił to właśnie taką sokratejską metodą: porozmawiajmy o tym, jaka jest Twoja opinia, jeśli masz swoją opinię, a potem natychmiast musisz powiedzieć dlaczego? Wspaniałe było też to, że można było mieć  odmienne zdanie, tylko trzeba było umieć je uzasadnić. Należał on do tego pokolenia hierarchów kościoła, które uczyło się myślenia o kościele w Polsce w czasach, kiedy to było bardzo trudne.

 

To byli ludzie, którzy starali się być odpowiedzialni za kościół pod koniec lat siedemdziesiątych i przez całe lata osiemdziesiąte, w tym stan wojenny. Mogli czerpać jeszcze z dziedzictwa takich ludzi jak Kardynał Stefan Wyszyński, ale też mieli tę wielką szansę, że byli blisko z kimś tak wielkim jak Ojciec Święty, święty Jan Paweł II. Może rzeczywiście trochę to tak było, że wszyscy byliśmy w różnym stopniu, jak takie winogrona blisko tego krzewu. On był dobrym wychowawcą, dobrym człowiekiem i umiał słuchać, czego dzisiaj brakuje tak bardzo wielu ludziom. Umiał słuchać i odnajdywał się doskonale w rozmowie z każdym, z prostym człowiekiem, z profesorem akademii medycznej, z kimś, kto naprawia kable. Był człowiekiem otwartym na innego człowieka.

 

Krzysztof Niedałtowski

 

Początek lat dziewięćdziesiątych to był szczególny czas, to było eldorado dla ludzi z pomysłami. Jak ktoś wstrzelił się w ten prawie pusty rynek z jakimś pomysłem, to nagle okazywało się, że jest ogromny aplauz i ogromne zapotrzebowanie na to, bo wcześniej tego po prostu nie było. Trudno to porównać z dzisiejszą mentalnością słuchacza, który ma internetowe radia, ogromny wybór i nadmiar bodźców, które sam może sobie dobierać. Ale gdyby wtedy udało się zrealizować ten projekt, to mielibyśmy niewątpliwie inną pozycję na rynku. Radio byłoby silniejsze i trwalsze, bo poszczególne rozgłośnie diecezjalne siłą rzeczy są bardziej prowincjonalne, mają mniejszy potencjał, nie mają takich możliwości, czy to reklamowych, czy programowych. Niestety, tak się nie stało. Zresztą nie tylko w radiu, ale też na rynku prasy katolickiej, czy telewizji. Mamy takie niszowe sytuacje, gdzie jest bardzo konfesyjnie, okienkowo i niestety, ten potencjał gdzieś zniknął, zmalał. A wtedy pamiętam, że jak opowiadałem o naszych doświadczeniach w Niemczech, to moi koledzy, tamtejsi księża, z zazdrością słuchali, że coś takiego się nam udaje, że coś takiego jest w ogóle możliwe.

 

Adam Hlebowicz

 

Lokalne, czy nawet regionalne Radio Plus z całą pewnością odniosło sukces. Koncepcja stworzenia sieci też była słuszna. Kościół miał wiele szans na zbudowanie w wolnej Polsce silnych, dynamicznych i nowoczesnych mediów. Ksiądz Rydzyk jest tu pozytywnym wyjątkiem, choć z pewnością dociera tylko do części odbiorców. To przykład człowieka, który zaczął od radia lokalnego, zrobił gazetę, zrobił telewizję, zrobił szkołę i nikt się nie może z nim równać na polu kościelnym.

 

Była też telewizja Puls, byli franciszkanie, którzy mieli wszystko co trzeba, aby zrobić dobre, ciekawe, konkurujące na rynku media, ale kompletnie nie dali sobie z tym rady. Możemy sobie tylko wyobrazić, jakby to było z Radiem PLUS. Pewnie by jakoś ewoluowało, ale gdyby pomysł z centralą w Gdańsku się udał, to kto wie, czy dziś nie byłaby to jedna z wiodących sieci radiowych w Polsce, bo tą drogą przejmowania i kupowania mniejszych stacji poszli właściwie wszyscy dzisiaj najwięksi na rynku radiowym w Polsce.

 

Tomasz Arabski

 

Zawsze można zrobić coś lepiej i inaczej. Gdybym miał wpływ na kształt i model biznesowy Radia Plus w 1992 roku i tę wiedzę, którą mam dzisiaj, to inaczej budowałbym radio, dużo ostrożniej w sensie inwestycyjnym i bardziej sformatowanym programowo. Ale też oczywiście z taką pozytywną misją i chrześcijańską wrażliwością. Świadomie nie używam słowa - katolicką, bo katolickie mimo, że znaczy powszechne, to jednak w Polsce zostało zawężone przez „katolicki głos w twoim domu”.  Radio Maryja jest instytucją, która niestety zawęża interpretację tego czym jest ewangelia i zawłaszczyła to słowo, nadała mu inny kontekst, nie otwarty, który jest istotą kościoła powszechnego.

 

Miałem kiedyś spór z księdzem arcybiskupem, który często niesłusznie był oskarżany przez różnych „prawdziwych katolików w kościele”, że jest negatywnie nastawiony do Radia Maryja. Po pierwsze dlatego, że on sam miał inny model radia – Radio PLUS, po drugie – bo zwalcza Radio Maryja. To jest absolutnie nieprawda. Jeden ze sporów, który kiedyś prowadziliśmy na temat mediów w Polsce, to właśnie był spór o Radio Maryja. Ja wyrażałem negatywną opinie na temat Radia Maryja, dostrzegając jego zaangażowanie w politykę oraz niejasny charakter finansowania. A on bronił tego radia, w rozmowie ze mną, któremu ufał.

 

Bronił Radia Maryja i na koniec, kiedy upierałem się przy mojej negatywnej ocenie, powiedział do mnie coś takiego – zostaw to,  nie myśl o tym radiu, myśl o swojej pracy, a tamto zostaw. Może takie radio jak tamto, w którymś momencie komuś w życiu też jest potrzebne. On patrzył na to szerzej i mimo tego, że niektóre z moich tez podzielał, to w głębi ducha bronił tego radia, mało tego, czasami go słuchał.

 

Obawiam się, że częściej niż Radia Plus...

 

Sieć